Drogi użytkowniku!
Witaj na męskim forum! Jeżeli poszukujesz tutaj pomocy w temacie seksu, związków, mody, zdrowia lub czegokolwiek innego, dołożymy wszelkich starań, abyś wyszedł (albo został) z uśmiechem na ustach. Nim będziesz stawiać swoje pierwsze kroki, zapoznaj się proszę z regulaminem (I zasadami poprawnej pisowni). Nie bój się zakładać nowych tematów i proponować zmian na forum, każda pomoc jest mile widziana.

Dziwna sprawa w związku - jak się zachować?

Dział specjalnie dla waszych problemów w związkach. Jeśli nie wiesz co zrobić, kiedy następują ciche dni, on/ona się nie odzywa, nie wiesz jak zbudować zdrowy związek, uwolnić się od toksycznej osoby albo masz jakiś inny problem, napisz tutaj.
tomecki
Nowicjusz
Posty: 3
Rejestracja: 09 cze 2018, 19:25
Płeć: Nie określono

#1 Dziwna sprawa w związku - jak się zachować?

Nieprzeczytany postautor: tomecki » 09 cze 2018, 20:12

Witam wszystkich bardzo serdecznie. Jest to mój pierwszy post na forum. Sam dziwię się, że posunąłem się do takiego kroku, ale bardzo ciekawi mnie zdanie innych. Być może ktoś ma taki sam problem jak ja.

Moją kobietę poznałem przez przypadek. Od razu wpadliśmy sobie w oko, ale zanim zaczęliśmy rozmawiać i się zeszliśmy minął jakiś czas. Napisała do mnie na facebooku, była przybita swoimi sprawami, a pamiętała moje spojrzenie, które ją wtedy zaintrygowało. I tak wszystko się zaczęło.
Jedynym szkopułem była odległość (ona studiuje w dużym mieście, ja studiuję i pracuję w innym do siebie mamy około 300 km).
Dawaliśmy sobie jakoś radę. Wiadomo było ciężko, ale wiele takich związków funkcjonuje. Na początku wizyty co 2 tygodnie później co weekend + każde dłuższe wolne, które nam się trafiło. Poznałem jej rodzinę a ona moją. Zarówno ona jak i ja jesteśmy bardzo lubiani. Poza tym dużo codziennych rozmów przez telefon. Jej rodzina nie mogła jej poznać, taka stała się radosna. Mimo że wcześniej miała partnerów nie widzieli po niej aż takiego zaangażowania. Ja byłem wcześniej w związku, ale nieudanym.

Tyle słowem ogólnego wstępu, w czym tkwi problem?

Rodzice mojej partnerki rozwiedli się kiedy była mała. Odrzucił je ojciec. Na dziewczynie/kobiecie zostawia to ślad. Była nieufna, bała się zdrady, bycia zależną od kogoś. Od początku otoczyłem ją opieką i starałem się żeby czuła się pewnie. Bo widziałem, że mnie kochała. Jej zaangażowanie, jej spojrzenie, każdy mógł to potwierdzić. Chyba wiecie o czym mówię. Wiadomo początkowa euforia po jakimś czasie zeszła, ale wciąż układało nam się dobrze. ALE... Wydarzyło się kilka rzeczy.

Miałem znajomych, którzy byli dość... nieokrzesani. Na początku kiedy związek był w miarę świeży zaprosiłem ich do mojego nowego miejsca zamieszkania. Zadzwoniła ona i chciałem aby przywitali się z nią przez telefon. Zamiast tego krzyczeli dość nieprzyzwoite rzeczy w jej kierunku. Nie było to miłe, ale ja... nie zareagowałem. Po prostu byłem tak przyzwyczajony do ich odzywek, że po prostu nic nie zrobiłem.
Dodam, że nie miałem dobrego przykładu z domu i byłem dosć konformistyczną osobą. Nienawidziłem przemocy, kłótni itp. Jej nie spodobała się moja postawa (i słusznie, powinienem stanąć w jej obronie) i się rozłączyła. Znajomych wyrzuciłem z domu i starałem się jakoś załagodzić sytuację. Nie mam już z nimi kontaktu, ponieważ, kiedy kazałem im ją przeprosić nie zrobili tego i jeszcze mnie wyśmiali. Całość zostawiła jakieś piętno, ale związek trwał nadal. Zrozumiała dlaczego zareagowałem tak a nie inaczej i byliśmy razem, choć czasem wypomniała mi moją postawę tamtego wieczoru.

Ogólnie jednak mnie zachwalała, byłem jej ideałem i tak dalej. Jestem człowiekiem uczuciowym. Potrafię dać miłość, ciepło, poczucie bezpieczeństwa, uwagę i sam tego potrzebuję. W swojej karierze mam sytuację, której się wstydzę, mianowicie fakt, że zdarzyło mi się zapłacić za seks (if you know...). No nie jestem z tego dumny i wiem, że tego więcej nie zrobię. Po prostu wiem, że to nie dla mnie. Przyznałem się do tego, ponieważ chciałem być fair w stosunku do niej, poza tym miałem głupie wrażenie, że byli znajomi jakoś będą chcieli wpłynąć na nią i jej to powiedzieć aby namieszać (nie zrobili tego). Ona nienawidzi takiego zachowania (w sensie chodzenia na prostytutki). Bardzo ją to zabolało i miała sporo problemów, żeby znów do mnie się przekonać. Ale daliśmy radę. Choć wtedy były pewne problemy z zaufaniem.

Jestem człowiekiem spokojnym. Nie chodzę na imprezy, nie chleję i nie wyrywam panienek. Wolę stabilność, spokój, dobre towarzystwo. Moja kobieta mimo wszystko miała obawy, że jak gdzieś pójdę to kogoś poznam i tak dalej. Ogólnie nie uziemiała mnie, nie szantażowała ani nic z tych rzeczy. I tak nigdzie specjalnie nie wychodziłem, ale i tak miałem na uwadze, że gdybym to robił to ona czułaby się źle więc raczej jak z kimś się spotykałem to w zaufanym gronie. Tak samo z koleżankami, nie mam ich wiele, w większości to znajomości z internetu z czasów kiedy jeszcze grałem w gry. Poszło o znajomą, która na FB lajkowała nasze zdjęcia. Moja kobieta zapytała kto to a ja jak debil zamiast powiedzieć stwierdziłem, że nie powiem, że to koleżanka (i tak nie trzymaliśmy kontaktu) bo zacznie mieć bezpodstawne podejrzenia i będzie się bez sensu martwić. Ona jakoś jednak zaczęła drążyć temat i po godzinie kłamania w żywe oczy przyznałem się. No i tutaj też był błąd bo zaufanie poszło się... Ale znów daliśmy radę choć wiadomo zapewne ona czuła więcej strachu niż wcześniej.

Problem zaczął się jakiś czas temu. Zaczął się dystans z jej strony. Dodatkowo miała problemy z kobiecymi sprawami, a to ujmuje pewności siebie. Badałem się i ja i ona, ponieważ ciągle jej to nawracało i ciągnęło się dłuższy czas (praktycznie wszystko zostało wykluczone).
Oczywiście dużo rozmawialiśmy i wyszło, że zbyt szybko planowaliśmy zamieszkanie razem (niemalże od początku), że zbyt szybko poszliśmy do łóżka i czasem miała wrażenie, że jestem z nią tylko dla seksu. Że trochę za dużo było tych zdjęć i wszystkiego na FB. Że trochę mnie idealizowała na początku i się rozczarowała. Z jednej strony wie, że nie nie powinna mieć problemu że poszedłem kiedyś na prostytutkę, bo nikogo wtedy nie zdradziłem, nie znaliśmy się. Z drugiej strony ją to boli i nie może sobie z tym poradzić. Poza tym stwierdziła, że jak człowiek zrobi coś raz (kłamstwo czy inne rzeczy) to łatwiej jest mu to powtórzyć. Boi się że znów ją okłamię, boi się zranienia.

Na początku zrozumiałem, stwierdziłem, że dziewczyna się wystraszyła. Zbyt intensywnie, zbyt szybko, fakt. Stwierdziła, że przez te nerwy przez to zamartwianie się trochę zgubiła samą siebie, że musi się trochę odnaleźć. Chciałem dać jej czas, ale na początku zbyt mocno skracałem dystans i na siłę się zbliżałem czułościami itp. Pokłóciliśmy się i stwierdziła, że potrzebuje teraz silnego faceta, który sobie poradzi, że jej niczym nie imponuję i tego typu rzeczy. Ostatecznie trzymamy dystans, ona stwierdziła, że w tej chwili nie chce być w związku, że lepiej czuje się sama i nie może się zmusić żeby ze mną być. Stwierdziłem więc, że nie mogę być z kimś kto ma się zmuszać do bycia ze mną. Ona powiedziała, że bardzo jest jej przykro, że musi odnaleźć siebie i nie wie czy dobrze robimy. Że ma nadzieję, że jej się odmieni i tak dalej...

Od jakiegoś tygodnia-dwóch praktycznie nie rozmawiamy. Nie ma telefonów, nie ma spotkań. Raczej nie piszemy ze sobą. Kiedy powiedziałem jej, że mam jej rzeczy powiedziała, że na spokojnie ustalimy co z nimi.

Wiem co zaraz powiecie. "Ona sama nie wie czego chce olej ją". Problem w tym, że ją kocham i widzę jaki ma dylemat. Czytałem o syndromie DDRR i myślę, że to też może mieć jakiś wpływ. Chciałbym odczekać jakiś czas (teraz jest sesja, kupa stresu) i zobaczyć, czy rzeczywiście za jakiś czas się odmieni. Uważacie, że jest sens? Z jednej strony czuję się trochę jak ten pies, który czeka aż pan go pogłaszcze (z każdej kłótni wcześniej udało nam się wyjść, potrafiliśmy przyznać się do błędu, przeprosić). Czuję, że ona jeszcze ma do mnie jakieś uczucie. Nie da się przestać kochać od tak. A uważam, że ona mnie kochała szczerze, takie rzeczy widać.

Myślicie, że jak zostawię ją samą sobie to jak to mówiła "odmieni jej się"? Może rzeczywiście potrzebuje czasu, trochę intymności, spokoju.
Jestem pewien, że nikogo nie poznała (póki co). Więc opcja, że "zostawiła mnie dla innego" odpada.
Z jednej strony chcę żeby była szczęśliwa, a czasem to znaczy wycofać się. Z drugiej brakuje mi jej i chciałbym żeby się udało. Wiem, że muszę iść w swoją stronę, ale nie chcę palić mostów.

Post wyszedł przydługi, ale chciałbym poznać Waszą opinię.

Kto wytrwał tego pozdrawiam :)

Awatar użytkownika
Leorth
 Administrator
Posty: 407
Rejestracja: 23 sie 2016, 17:17
Płeć: Mężczyzna

#2 Dziwna sprawa w związku - jak się zachować?

Nieprzeczytany postautor: Leorth » 10 cze 2018, 1:35

Moja ex również była DDRR, prawdopodobnie, bo nigdy jej nie podciągałem pod żadne syndromy. Jak widziała oznaki końca związku, to uciekła. Rzecz jasna, do innego. :D Ogólnie mocno uczuciowa, uległa i troskliwa, ale jednak gotowa, by to wszystko zostawić. Nie wiem jak jej się obecnie wiedzie, bo nie mam z nią kontaktu. Z tego co wiem, to wyjechała do Niemiec, a nowego "chłopaka" (Facetem bym go nie nazwał) zostawiła w PL. Cóż, odpierdoliło jej.

tomecki pisze:Źródło posta Nie da się przestać kochać od tak.

Wiesz jakie są kobiety? Wszystkie powielają ten sam schemat. Wydaje nam się, że z dnia na dzień podejmują takie decyzje, a tak naprawdę są one przemyślane, bowiem zbierają wszelkie za i przeciw od kilku dobrych miesięcy. Nic nie mówią, nie dają po sobie niczego poznać i nie próbują nas w tym uświadomić, że coś się psuje. My wtedy myślimy, że to nierozsądne, a później, gdy robimy rachunek sumienia, okazuje się coś zupełnie innego.
Kłótnia o bzdurę miesiąc temu, 2 tygodnie temu niezręczna cisza, 2 dni temu dziwne teksty z jej strony. Potem przychodzi i mówi, że już nie kocha. Ot tak nie da się odkochać, nawet będąc DDRR.

tomecki pisze:Źródło posta nie chcę palić mostów.

Rozstanie to nie palenie mostu. To raczej takie postępowanie, że dziewczyna nie chce już się do Ciebie odzywać i nie ma nawet szans na pozostanie w przyjacielskiej relacji. ;)

Zastanawiasz się, co teraz zrobić. Ja Ci zadam inne pytanie. Jeżeli ona chce odpocząć i powinieneś uszanować jej wolę, to co ty możesz zrobić?
Odpowiedź nasuwa się sama. Jeżeli nie z nią, to z dala od niej. Zajmij się sobą.
Jesteś jeszcze młody (Tak mniemam), ale w miarę upływu czasu zrozumiesz, że niektórym kobietom nie da się dogodzić. I nie ma co im udowadniać. Niektórym jest lepiej w pojedynkę, inne nie wiedzą, czego chcą od życia. Jeżeli znasz własną wartość, to będziesz szukać kobiety, której nie będziesz musiał niańczyć.
Ludzie wyższych talentów pracują, mimo że pozornie nic nie robią.

tomecki
Nowicjusz
Posty: 3
Rejestracja: 09 cze 2018, 19:25
Płeć: Nie określono

#3 Dziwna sprawa w związku - jak się zachować?

Nieprzeczytany postautor: tomecki » 10 cze 2018, 10:20

Dzięki za odpowiedź :)

Taak moja kobieta to zawsze mówiła, że jej wcześniejsze związki wyglądały tak, że jak coś było nie tak to potrafiła się dystansować i zostawiać wszystko za sobą bez problemu. Bez emocji. Jak to mówiła "nie będę żyć w chujówce".

Rachunek sumienia robiłem już wielokrotnie. Z jednej strony właśnie ją rozumiem, z drugiej jej działania wydają mi się chaotyczne i dają do zrozumienia, że nie wie czego chce. Tak jak jednak mówisz, niektórym kobietom nie da się dogodzić. Pogodziłem się z tym jakiś czas temu i mam świadomość, że w związkach zawsze będą sprzeczki i tak dalej. Mój błąd też polegał na tym, że nie ustaliłem szybko granic. Czasem wstawiła na tablicę zdjęcie z kolegami (znałem ich, ale z perspektywy osoby 3. źle to wygląda). Pozwoliłem sobie powiedzieć kilka niemiłych słów i wybaczałem po zwykłym "przepraszam" i tak dalej. Pantoflem nie byłem, może okazywałem zbyt duże zrozumienie. Ostatecznie wydaje mi się, że nawet jak zejdziemy się znów, bez wizyty u specjalisty się nie obejdzie.

Zawsze zmylało mnie to, że dużo rozmawialiśmy. Każdy problem przegadaliśmy, przeanalizowaliśmy, uzgodniliśmy. Ona dodatkowo studiuje psychologię. Ja nie, ale mnie to bardzo interesuje. Ale ta psychologia może zniszczyć życie jeśli bierze się ją do siebie bez dystansu...

Być może źle się dobraliśmy. Co prawda ja jestem uległy, a ona dominująca, ale mimo że mamy po 22 lata ja jestem chyba bardziej zorganizowany i odpowiedzialny. Ona sama mówiła, że czasem czuje się jak mała dziewczynka i że jej to odpowiada. Uważam, że ten związek trochę ją ograniczył. I nie chodzi tu o latanie po imprezach czy klubach tylko o zwykłą swobodę, może też taką swobodę mentalną. I mimo, że wyglądała na szczęśliwą, coś tam się odkładało.

Jeszcze jedno pytanie. Co zrobilibyście z rzeczami po byłej? Ja mam kilka rzeczy, które mi ją przypominają. Dodatkowo jej ciuchy w szafie. Kiedy zapytałem ją co z nimi, powiedziała, że nie wie czy dobrze robimy rozchodząc się i ma nadzieje, że jej się odmieni. A z rzeczami to pomyślimy na spokojnie jeszcze. Uważam, że jak poprosi o ich zwrot to będzie ostateczne zerwanie. Bo głupio ze sobą zerwaliśmy. Nie zadzwoniliśmy do siebie ani nic. Przez czat na facebooku. Czuję się z tym jak debil. Normalnie sam bym zadzwonił, ale teraz w sesji to nie mam zamiaru denerwować siebie i jej.

Zabrzmi to naiwnie, ale czuję, że jeszcze jej się odmieni. Choć już coraz pewniej skłaniam się ku temu, ze muszę się zająć sobą tak jak powiedziałeś. Nie można stać w miejscu. Trzeba dać sobie trochę czasu na żal i wziąć się w garść :)

Dodano po 25 dniach 12 godzinach 24 minutach 53 sekundach:
EDIT

Chciałbym zaktualizować informacje i pokazać jak to u mnie wygląda z perspektywy czasu. Minął ponad miesiąc od "zerwania" przez jakiś czas próbowałem utrzymać zwykłe "dzień dobry", ale później moje wiadomości nie były nawet odczytywane, więc przestałem się odzywać.
Dziś napisałem do mojej (już byłej) wiadomość aby się określiła, jak wg niej to wygląda, bo zerwanie było dość niepewne. Stwierdziła, że dużo lepiej jest w obecnej sytuacji i nie chce mnie ranić, że czuje się dosyć lekko i nie wie czy chce to zmieniać. Dla mnie sprawa jasna, życzyłem szczęścia i kilka luźnych słówek, przynajmniej rozstanie było spokojne i z kulturą.

Co dalej nie wiem, może za jakiś czas będzie chciała wznowić kontakt i po prostu rozmawiać jak ze znajomym, może nie. U mnie tak na prawdę nic się nie zmieniło. Okres użalania się mam za sobą, a po tym wszystkim, mimo, że wciąż mocno kocham, czuję się lepiej, bo wiem w 100% na czym stoję.

Dodano po 3 minutach 39 sekundach:
EDIT 2

Dajcie znać co o tym myślicie, bo czasem dalej próbuję to rozgryźć:

Angażowaliśmy się oboje mocno, nawet bardzo mocno. To było szczere uczucie. Dlatego mnie dziwi, że to tak runęło. Dużo osób mówiło mi, że poznaliśmy się zbyt mocno w zbyt krótkim czasie. Czasem trzeba zostawić coś na kolację, aby nie nasycić się za bardzo. Za szybkie plany na przyszłość i tak dalej. Myślicie, że takie coś może namieszać w związku czy może moja partnerka była niegotowa na to wszystko i się po prostu wystraszyła?


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość